-Alice- paniczny krzyk słychać z oddali... Co bym dała żeby ona wróciła.
Znałam ją,zwykła dziewczyna z sąsiedztwa, taka jak każda. Wyróżniało ją tylko jedno: straszne sny... niekończąca się historia...
Zaczęło się to tak...
Dzień jak co dzień, świeciło słońce. Poszłam do Alki ( nasza kochana Alice), ona jak zwykle siedziała lekko przygarbiona na łóżku, wpatrując się w ciemnogranatową ścianę.
-Cześć-weszłam niepewnie do pokoju- znowu miałaś koszmary?
-Nie, tym razem to było takie realne, takie jakby to się działo naprawdę...sama nie wiem...-urywa jej się głos, załamuje ręce i płacze. To nie pierwszy raz, płakała już wcześniej, płacze codziennie od czasu gdy ma sny o Alicji.Powinnam była napisać płakała.Teraz to ja płaczę, ale wróćmy do historii.Wiedziałam co robić w takiej sytuacji: wzięłam pozytywkę, którą dostała od swojej babci, nakręciłam ją i popłynęła cicha melodyjka. Zawsze gdy nocuję u Alicji muszę czuwać, czuwać aby nic jej nie pochłonęło...nic, czyli sen. Sen to istota, sen to nie stan, sen żyje i pochłania. Ma świadomość i wie na kogo czekać. Sen wieczna zagadka...
CDN....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz